Polish

Refleksja na temat duchowości którą odnowił Sobór Watykański II, poszukiwanie duchowości dla dzisiejszego człowieka – dla życia w jedności z Duchem Świętym -może znaleźć w życiu wiernych takich jak Alberto Marvelli znaczącą wskazówkę by lepiej wyłowić cechy charakterystyczne duchowości świeckiej. To jest duchowość wcielenia, współuczestnictwa i świadectwo miłości które dostaliśmy od Boga. Ta miłość ma za swój cel odnowienie ducha i serca ludzkości wraz z całą jej historią.

Ernesto Cerasoli
 

Alberto Marvelli jest przykłedem świeckiego, katolickiego człowieka, prawdziwego bohatera miłosierdzia. Pomimo swego krótkiego życia (duchowa dojrzałość nie jest wypadkową długiego życia) stał się niejako wcieleniem postaci dobrego samarytanina, którego nasz Pan Jezus Chrystus wskazał jako wzór do naśladowania.

Od czasu gdy był małym chłopcem, z wielkim zaangażowaniem przeżywał swoją wiarę, wzmocnioną intensywnym życiem modlitwy i manifestowaną w jego codziennych obowiązkach na studiach, w pracy, w kościele i życiu społecznym. Odznaczał się nadzwyczajnym miłosierdziem w stosunku do biednych i cierpiących, profetycznie ukazywał rolę i powołanie chrześcijańskich osób świeckich, które później zostało zaproponowane przez Sobór Watykański II. Papież Jan Paweł II, mówiąc o nim, zaznaczył: “Pokazał, że choć czasy i sytuacje ulegają zmianie, świeccy chrześcijanie są zdolni poświęcić się bez reszty dla rozprzestrzeniania się Królestwa Bożego w rodzinie, w pracy, w kulturze, w polityce, niosąc Dobrą Nowinę do serca społeczeństwa.”

W dniach dzisiejszych Kościół przedstawia go młodym chrześcijanom trzeciego tysiąclecia jako przykład uświęcania się w życiu codziennym.

RODZINA

Rodzice Alberta, Maria Mayr i Alfredo Marvelli, byli konsekwentnymi i przykładnymi chrześcijanami. Jego matka była kobietą mądrą, miłosierną i oświeconą. Kiedy została wdową, wychowywała sześcioro dzieci – z których ostatnie miało zaledwie kilka miesięcy życia – w domu zawsze otwartym na biednych, pomimo tragicznej sytuacji finansowej. Uczyła swe dzieci odmawiania sobie tego, co nie było niezbędne, by mogli dać to biednym. Od najwcześniejszych lat życia Alberto, czerpiący przykład od swej mamy, udowadniał swą wielką hojność. Po przedwczesnej śmierci swego ojca on właśnie, pomimo młodego wieku, zastąpił go i stał się jakby głową rodziny. Bardzo szybko wykazał swą mądrość poprzez gorącą modlitwę i ogromne miłosierdzie. Poświęcił się całkowicie Maryi Niepokalanej, później stał się bardzo aktywnym członkiem Akcji Katolickiej.

DZIENNIK

Jego formacja ludzka, duchowa i apostolska, jest przede wszystkim salezjańska. Mając “swego ducha zawsze skierowanego ku Bogu”, Alberto, po przejściu przez straszną próbę duchową, stał się prawdziwym świadkiem nadprzyrodzoności. Jego dziennik, który zaczął pisać mając 15 lat, jest “historią duszy, historią jego wewnętrznej duchowości”. W liceum uczył się z dużym poczuciem odpowiedzialności, w tym czasie został też członkiem Stowarzyszenia Św. Wincentego a Paulo. W postaci tego Świętego znalazł motywację do coraz większego pragnienia bycia miłosiernym. Realizował to, co Św. Wincenty powiedział: “…trzeba kochać bliźniego potem swego czoła i utrudzeniem swych rąk”, “…to tylko dzięki twej miłości biedni odwdzięczą ci się za chleb który im dajesz”, “…przed nauczeniem biednych jak mają ocalić swą duszę musimy sprawić, by byli zdolni dostrzec, że ją mają. Alberto ze swą służbą dla biednych poszedł jednak dalej, poza akcje charytatywne organizowane przez Stowarzyszenie Św. Wincentego a Paulo.

Od wczesnej młodości prosił gorąco Jezusa o łaskę życia w czystości. Podkreślał, że “aby być z Jezusem, trzeba być z Papieżem i Kościołem”.

AKCJA KATOLICKA

Akcja katolicka była dla niego jak nowy dom, w którym dalej był edukowany do swej wielkiej hojności, do czynu i świętości. W swym “dzienniku” napisał: “Jakaż wielka praca jest konieczna w tym tak dalekim od Chrystusa świecie; musimy ofiarować wyrzeczenia, czynić co tylko możliwe by Chrystus był znany i kochany. To jest wezwanie do obowiązku, jesteśmy zobowiązani wypełnić go”. Żył zawsze w głębokiej jedności z Bogiem, potrafił pogodzić miłość do Boga z miłością do bliźniego. Studia uniwersyteckie podjął z wielkim zaangażowaniem: “Wypełniłem mój obowiązak dla większej chwały naszego Pana poprzez me zachowanie między kolegami ze studiów”. Jego wielkim pragnieniem była świętość, dlatego też między innymi czytał i medytował życiorysy różnych świętych. Wszczególności pragnął naśladować Pierr Giorgio Frasattiego. Odznaczał się gorącą miłością do Jezusa obecnego w Eucharystii, przyjmowanie przez niego Komunii Świętej sprawiało, że przez długi czas pozostawał złączony z Panem swego serca. Jego jedyną miłością był Jezus i Maryja, często zwracał się do nich słowami: “Jezu, Maryjo, pomóżcie mi i pozostańcie przy mnie na zawsze”.

DRUGA WOJNA ŚWIATOWA

Rok 1939 oznaczał początek operacji militarnych Drugiej Wojny Światowej. Z wewnętrzną goryczą Alberto napisał: “…jest to katastroficzny moment naszego życia społecznego”. Po ośmiu miesiącach, gdy konflikt zbierał śmiertelne żniwo w całej Europie, dodał: “od ośmiu miesięcy trwamy w wojnie… tak wiele żyć ludzkich poświęconych… tak wielu młodych wylało swą krew…tyle bólu…” Z prawie profetyczną intuicją zaznaczył: “Prawa narodowe i międzynarodowe muszą być ustanowione na podstawach chrześcijańskich. Ewangelia i encykliki papieskie muszą być zasadą życia nie tylko dla pojedynczych osób, ale dla całych ludów, narodów, rządów, dla całego świata. Jedyną głęboką przyczyną wojny jest to, że wyjałowiła się nasza miłośc do Boga i drugiego człowieka. Brakuje na świecie ducha miłosierdzia, dlatego nienawidzimy się jak wrogowie zamiast kochać się jak bracia”. Z całego swego serca Alberto modlił się: “Jezu, chroń Italię, zachowaj ją od totalnego zrujnowania, spraw, aby pokój zstąpił na wszystkich ludzi, by wojna znikła na zawsze”. Te słowa są znakiem wielkiej mądrości chrześcijańskiej i odważnego, wolnego osądzania rzeczywistości. Kiedy został powołany do wojska chciał, by jego broń była przyjazna dla wszystkich. Kiedy następowały straszne, zmienne koleje losu wojny, Alberto bardzo martwił się o tych, których uznał za braci swoich, w szczególności biednych i będących w potrzebie. Rozpoczął bardzo intensywną aktywność, która zajmowała go dzień i noc: namawiał młodych z G.I.A.C. do żywego uczestnictwa w cierpieniach ludzi i bycia szczerymi świadkami w tych strasznych dla miastach momentach…

PODCZAS BOMBARDOWAŃ

W roku 1943 rozpoczęły się bombardowania angielskie i amerykańskie. Było to dziesięć miesięcy rozdzierającej agonii, nędzy, głodu, rabunków, irytacji, pomsty… Miasto Rimini zostało prawie całkowicie zrównane z ziemią, ludzie byli zmuszeni do ucieczki. Serce Alberta biło w jedności z wszystkimi tymi mieszkańcami, którzy musieli opuszczać miasto bez zabrania czegokolwiek ze sobą. Zaczął intensywną pracę w celu pomocy moralnej i materialnej uchodźcom z Rimini. Jeżdżąc na rowerze docierał do miejsc, w których znajdowali się mężczyźni, kobiety i dzieci potrzebujący wszelkiego wsparcia. Po każdym bombardowaniu był pierwszy przy opatrywaniu rannych, był wszędzie tam, gdzie było niebezpiecznie, przechodził przez płonące ruiny i poświęcał się, by pomóc rannym, wesprzeć tych, którzy przeżyli, towarzyszyć umierającym z chrześcijańską miłością, by wydobywać z gruzów tych, którzy byli w nich zablokowani lub pogrzebani żywcem. Krótko po jednym z bombardowań, Alberto zobaczył na ziemi tabernakulum zawierające Najświętszy Sakrament, dzięki niemu zostało ocalone. Wszędzie panowało ogromne niebezpieczeństwo, lecz dla jego miłości ku Eucharystii nie było żadnych przeciwności.

POMOC BIEDNYM

Jego siostra Gede, która miała wtedy 13 lat, opowiadała później: “Podczas okupacji niemieckiej często jeździł rowerem tam i z powrotem pomiędzy Vergiano i Rimini by pomagać biednym i uciekinierom z miasta. W ciągu dnia był zawsze tak bardzo zajęty, że do domu wracał późno w nocy – i nawet wtedy znajdował potrzebujących pomocy. Pamiętam, że pomimo tego nigdy nie brakowało mu cierpliwości, niegdy też nie był zniechęcony. W dodatku, cała ta działalność nie zmniejszała jego zaangażowania w rozwój duchowy. Nigdy nie kładł się spać zanim nie uklęknął i nie odmówił cały różaniec święty, nigdy nie zapominał o przyjęciu Komunii Świętej.”

Oddawał wszystkie swe oszczędności by wesprzeć innych. Mówił: “Pan nam pomaga, musimy ufać wyłącznie Jemu Samemu i orędownictwu Jego Matki Przenajświętszej…”. Pani E. M. Capelli powiedziała: “Wszystko, co miał, rozdawał biednym”. Alberto chodził do chłopów i sprzedawców którzy ocalili swój towar i kupował wszystkie rodzaje żywności, płacąc swoimi pieniędzmi, i dawał tym, którzy potrzebowali pomocy. Jeździł rowerem załadowanym towarem w miejsca, gdzie był pewien że znajdzie osoby żyjące w nędzy z powodu głodu i chorób, którym brakowało wszystkiego.

To nie ludzie czekali na niego, lecz on szukał tych, którzy przebywając w różnych schronach potrzebowali wszystkiego. Pewna osoba, jeszcze bardzo wzruszona, opowiadała: “…byliśmy zrozpaczeni i wyczerpani, nikt nam nie udzielił żądnej pomocy z wyjątkiem Alberta Marvelli. Pewnego dnia zjawił się w pokoju w którym przebywaliśmy, uśmiechnięty i obładowany żywnością: cukrem, olejem i tyloma innymi produktami tak cennymi dla nas, których w ogóle nie mieliśmy. Został, by porozmawiać z nami: jego postawa była bardzo miła.” Inna kobieta mówiła: “Pewnego wieczoru podczas wojny przybył tam, gdzie byliśmy schronieni zaprosiłam go do spędzenia nocy z nami. Zgodził się spać w jedynym pokoju, jaki mieliśmy. Przed położeniem się spać na materacu, który rozłożyliśmy dla niego na ziemi, uklęknął i pogrążył się w modlitwie…”. Jego siostra powiedziała: “Chciał, aby nasza mama dała wszystko tym, którzy byli w większej potrzebie”. Bieda tych, których widział wokół siebie była tak wielka, że sam nie chciał być właścicielem czegokolwiek. Dał swój rower robotnikom, by mieli czym udać się do pracy. Oddawał materace i różne sprzęty domowe do domu duchowieństwa, po otrzymaniu zgody biskupa. Dał swoje buty, ubrania, wełnianą kołdrę. Jego hojność nie miała granic, gdyż i potrzeby były ogromne… Pewnego dnia jego mama widziała go wracającego w drewnianych, starych chodakach.

Rozdawał wszystko, co miał, ale nigdy nie doprowadził do tego, że brakowało czegoś jego mamie czy rodzeństwu. Wracając z Rimini chodził do opuszczonych, by dać im jakieś sprzęty ze swego domu, ale nie tylko to rozdawał: głosił im też słowa pełne nadziei.

JEZUS JEST WE MNIE

Nikt nie mógł ulec urokowi jego słów pełnych gorejącej wiary. Żył dokładnie według wizji życia, która jest nam dana poprzez realność stwierdzenia: “Jezus jest we mnie”. Jego życie wewnętrzne było jednością z Bogiem, życiem łaski. Dzień Alberta został prosto zdefiniowany przez Fausta Lanfranchi, jego biografa, jako “medytacja w stanie modlitwy”. Matka Teresa z Kalkuty powiedziała: “wchodzisz tu (do Kościoła) by adorować Boga – wychodzisz, by kochać bliźniego”. Alberto wiedział dobrze, że wiara jest służbą, którą trzeba ofiarować za darmo bliźniemu. “Ten, kto nie kocha, kłamie nazywając się chrześcijaninem. Jest niezdolny do przyjęcia Najświętszego Sakramentu i do uczęszczania do Kościoła. Modlitwa bez miłości jest niepotrzebna i staje się po prostu fotmułką, nawet świętokradztwem”. Alberto dawał nie tylko z tego, co mu zbywało, lecz również i to , co jemu też było potrzebne. Podczas wojny młody inżynier Marvelli był zawsze zaangażowany i wystawiony na niebezpieczeństwo w celu pomocy unieszczęśliwionym braciom. Dla niego wszyscy biedni byli “potrzebą”, ryzykowanie życia dla nich było “obowiązkiem”. Był zawsze w środku niebezpieczeństw, nigdy jednak nie został ranny. przewoził na taczkach meble uchodźców z miasta, w szczegółności osób biednych i starych.

DAWANIE Z RADOŚCIĄ

Jego hojność połączona z spontaniczną oznaką wrażliwości sprawiała, że przyjmowano pomoc z radością. Siostra Diamante Cortesi opowiadała, że kiedy byli uchodźcami Alberto często składał im wizytę, przybywając na rowerze obładowanym żywnością i ubraniami. Z kolei Siostra Elena Giovanoli mówiła: “widziałam jak Alberto Marvelli przybył biednie ubrany, w chodakach na nogach, ze zniszczonym wózkim ciągnionym przez małego osła. Narażał swe życie dla biednych”. Albertowi udało się zastosować w praktyce wielkie nauczanie z listu Św. Pawła do Koryntian. Jego przyjaciel Giorgio Torri mówił: “prawdziwie szczęśliwym czyniło go prowadzenie dusz do Jezusa”.

Podczas okupacji niemieckiej Alberto wszedł na służbę do organizacji Todt, ale tylko po to, by spróbować uniknąć deportowania wielu młodych ludzi i by ocalić wielką liczbę żyć. Dzięki tej organizacji zdobył przepustkę, tak bardzo przydatną do jego niebezpiecznych przedsięwzięć miłosierdzia. Na czas kilku tygodni ukrył u siebie dwie osoby, które nie podporządkowały się faszystom, chroniąc je tym samym przed śmiercią.

Dla niego przyjaźń nie była tylko uczuciem ludzkim, lecz cnotą opartą na miłosierdziu ewangelicznym, gdyż była modlitwą jego serca: “Jezu, daj mi trochę Twej nieskończonej miłości, by dać ją ludziom, by złagodzić ich nędzę…”.

KONSTRUKTOR MIAST

Rekonstrukcja Rimini była długa i bardzo trudna z powodu ogromnych katastrof spowodowanych wojną i wielką liczbą ofiar. Przewodnictwo komisji odbudowy miasta zostało powierzone w zastępstwie inżynierowi Alberto Marvelli. W małym zeszycie zapisał: “Służyć jest lepiej niż być obsługiwanym. Jezus służy”.

Inżynier Marvelli wykonywał swe prace szybko i z determinacją. Powierzono mu kwestię rozdzielania pieniędzy pośród tych, którzy ponieśli szkody materialne. Wszystko to wykonywał z głebokim poczuciem sprawiedliwości. Nie wystarczał mu czas, który spędzał w biurze. Z obowiązkami zawodowymi zjednoczył zaangażowanie miłości i dla niego nie było limitów w postępowaniu zgodnie ze słowami Św. Pawła. Jego brat opowiadał: “Gdy wrócił do domu, nie mógł spokojnie zjeść z powodu bieganiny przeszkadzających mu, bądź biednych wchodzących z pomocą jego matki, bądź klientów którzy by być pewnymi, że go zastaną, przybywali w porze posiłku”.

Nie ograniczał do przyjmowania braci gdy był w biurze lub u siebie w domu, lecz sam chodził szukać tych, którzy byli w potrzebie. Elena Balestra opowiadała: “Gdy wróciliśmy z Tiestru, wszystko było zniszczone i byliśmy zmuszeni do spędzenia osiemnastu nocy na ławkach na dworze. Mój syn zachorował: to Marvelli znalazł nam mieszkanie…”.

Po wojnie dni były trudne: odwet pokonanych, zemsta za otrzymane niesprawiedliwości były przeszkodą dla rozwoju życia cywilnego i demokratycznego. Tym razem to też Marvelli był tym, który popierał prawa biednych, prześladowanych. W trakcie 1945 roku Alberto zaczął nauczać i przyjął postawę całkowicie nową, nawiązując z uczniami i kolegami stosunki nie nauczycielskie, lecz braterskie.

ZAWSZE W AKCJI

Alberto rozpoczął niestrudzoną aktywność w Akcji Katolickiej. Zaczął komentować młodym encyklikę “Rerum Novarum” Leona XIII i nauczać ich podstaw chrześcijańskiej doktryny społecznej, którą znał bardzo dobrze. Z taką samą pasją zaangażował się w ACLI (Katolickie Stowarzyszenie Pracowników Włoskich). Znajdywał miejsce, gdzie mógł dać jeść pracownikom i biednym z miasta, rozprowadzał używane ubrania pomiędzy najbardziej potrzebującymi. Doprowadził do tego, że w siedzibie ACLI otwarto biuro dla odnalezienia osób rozproszonych i przyspieszenia powrotu więźniów wojennych. Podczas gdy pomiędzy robotnikami rozpowszechniano doktrynę Karola Marxa, inżynier Marvelli stawał przy wejściach na place budowy by mówić o Chrystusie.

MIŁOŚĆ I PRZEBACZENIE

Miłość, którą Alberto dawał swym bliźnim, dosięgała heroizmu przebaczenia chrześcijańskiego. Pewnego razu został pobity do krwi przez ludzi, którzy stali się źli z powodu nędzy w jakiej żyli. Jak tylko dowiedział się o horrorze pieców krematoryjnych, niemieckich obozów zagłady i masakrze żydów, Alberto płakał i modlił się dużo.

Wysłał szyby ze swych okien do pewnego księdza, który leżał w łóżku chory, w biednym, zimnym pokoju bez okien. Znajdował również czas, by spełniać służby najpokorniejsze. Aaldo Savelli opowiadał: “Podczas bardzo mroźnej zimy 1945/46 Alberto jeździł dwa wieczory do Vergiano po mleko dla mojej rodziny i jako podziękowanie nie chciał nic, prócz modlitwy”. Inna siostra powiedziała: “bronił nas też przed złodziejami i mającymi złe zamiary”. Z całego swego życia uczynił akt miłości dla braci.

MIŁOŚĆ POLITYCZNA

Alberto był prawdziwym chrześcijaninem również w zaangażowaniu politycznym, które wymagało dla niego miłości. Już Ojciec Święty Pius XI powiedział: “Dziedzina polityki jest dziedziną najobszerniejszej miłości, miłości politycznej”.

Vincenzo Cananzi, młody człowiek, którego żwawość nie była zawsze pozytywna, opowiadał: “była u niego mądrość nie będąca owocem wieku, lecz wynikająca z porządku wewnętrznego, z głębokiej wiary którą żył na codzień, ze świadomości chrześcijańskiej która przejawiała się pośród czynów jego życia”. Życie Alberta, jak życie Jezusa w Getsemani, jest nieustanną realizacją woli Bożej. Kiedy w 1946 roku został zaakceptowany w Stowarzyszeniu Robotniczym, jego działalność w tej dziedzinie była również praktyczną realizacją “symbolu robotników”, który stosował każdego dnia. Alberto błagał Pana, by jego modlitwa “non mea voluntas sed Tua fiat” nie stała się tylko formułką wypowiadaną na próżno. Cierpienie innych łamało mu serca i błagał szczerze Jezusa o cierpienie za nich by zmienić ból w źródło ponadnaturalnej radości. Pascal podkreślał: “Jezus jest w agonii aż do końca czasów”, Alberto przeżył tę prawdę poprzez tragiczne wypadki swego życia.

PRZEWODNICZĄCY LICENCJATU KATOLICKIEGO

Kiedy jego biskup zaproponował mu bycie przewodniczącym licenjatu katolickiego, Alberto zaakceptował to zadanie bez zakłopotania, gdyż dla niego była to misja. Na spotkaniach, którym przewodniczył inżynier Marvelli obecni byli adwokaci, profesorowie, lekarze, magistrzy… Założył również uniwersytet ludowy, przeznaczając do tej działalności wszystkich znanych katolików.

Zaskakująca była jego delikatność, nie pozwalająca nigdy by najbardziej nieszczęliwi zostali sami i bez wsparcia.

Dane techniczne, które musiał zbierać i projekty, które musiał zrobić były tak liczne, że był zmuszony pracować również w nocy. Pracował tyle, że trzeba się zapytać skąd ten chrześcijanin brał siły by nie upaść fizycznie i psychicznie. Kiedy zrozumiał, że trzeba się poświęcić aktywnemu życiu politycznemu, Marvelli nie zastanawiał się długo przed zaakceptowaniem tego, jako że polityka też była dla niego “misją”.

Całe swe życie poświęcił woli Ojca z Jezusem, w szczególności w przerażającej agonii Jezusa w Getsemani i przed Jego Obliczem zniekształconym przez nieludzkie cierpienia Jego męki i ukrzyżowania. Wojna zostawiła na ulicach wiele unieszczęśliwionych ludzi: nędzarzy, biednych, opuszczonych, osób bez dachu nad głową; organizował dla nich Msze Święte, przygotowywał posiłki, prosił o jałmużnę dla tych ludzi. Potrafił uczyć biednych modlitwy, biedni zostali uznani przez niego za najdroższych braci, dawali mu możliwość okazywania prawdziwej miłości.

W 1939 roku Alberto poznał młodą dziewczynę – Marilene – dla której odczuwał delikatne uczucie; myślał o ślubie z nią, ale po długich rozmyślaniach i modlitwach doszedł do wniosku, że kochał ją miłością tylko braterską.

Alberto, ktory ofiarował swą kurtkę i swe buty, pchnięty przez miłość naprzeciw potrzebujących, jest godny podziwu.

PRZYKŁAD DLA MŁODYCH

Jakąż wielką naukę chrześcijańskiej mądrości daje młody Alberto Marvelli tłumom młodych ludzi! Życie Alberta jest napomnieniem dla osób każdego wieku, którzy prowadzą swe życie frywolnie i próżnie, zanurzonych w dobrach materialnych i zaślepionych nimi, działających tylko po to, by zdobyć dobra będące wyłącznie ulotną powierzchownością. To jest zło duszy, gdyż może oszukać człowieka aż do prowadzenia życia całkowicie zaplątanego w nieprawdę i mienie, będące całkowitą odwrotnością prawdy i bycia.

Można powiedzieć, że życie Alberta charakteryzowane przez dogłębną hojność i altruizm jest manifestacją nieskończonej miłości. A. Marvelli zginął w wypadku samochodowym w wieku 28 lat. Jego pogrzeb był prawdziwym triumfem, wszyscy mieszkańcy Rimini wzięli w nim udział.

Pośród burzliwych ciemności, w jakich żyjemy, Alberto Marvelli jest światłem dla przyszłych pokoleń.

t ł u m a c z e n i e : Marek Tomaszewski

(T r a d u z i o n e : Marek Tomaszewski)

(Translated from French to Polish by Marek Tomaszewski)

Centro Documentazione Alberto Marvelli

Via Cairoli 69 –47900 Rimini (Italien)

Tel und Fax: +39.0541.787183

E-mail: infocentromarvelli@gmail.com